Riffelsee, 2582 m n.p.m.
Kolana bolały już przy śniadaniu, więc kawałek podjechałem kolejką i wcale się tego nie wstydzę. Stary człowiek zna swoją maszynę — wie, kiedy dolać oleju, a kiedy zjechać na pobocze. Ostatni odcinek szedłem pieszo, powoli, krok za krokiem, jak się chodziło na szychtę.
Matterhorn cały dzień chował się w chmurach jak dłużnik przed komornikiem. Usiadłem nad Riffelsee i czekałem. Wyszedł pod wieczór, na pięć minut, i przejrzał się w jeziorze jak stary człowiek w szybie warsztatu. Pomyślałem: obaj mamy swoje lata, obaj jeszcze stoimy.
Ta góra nie pyta, ile masz na koncie ani ile na karku. Stoi. I to wystarczy za całą filozofię.